ŚLADAMI ODYSEI
autorstwa Krystyny Eichler z USA (Format 16,8 x 23,8, oprawa twarda, 160 stron
+ 40 str. fotografii i obrazów) ISBN: 83-89376-02-4 Czytane
wczoraj: recenzja książki Krystyny Eichler "Śladami Odysei". Magdalena
Foland-Kugler
Gdy spasiony naczelnik NKWD z Rubcowki na Syberii zapowiadał polskim wysiedleńcom,
że właśnie w miejscu wyładunku, czyli w Altajskim Kraju, przyjdzie im żyć, pracować
i umrzeć, na pewno nie spodziewał się, że młoda dziewczyna, przywieziona tam z
matką i bratem, po 60 latach unieśmiertelni tę scenę i te słowa . . . O dziwo
i na przekór sowieckim planom nie pochłonęły jej step ani tundra, nie zniszczyły
trudy tułaczki, praca w sowchozie, klimat syberyjski czy klimat perski. Autorkę
wspomnień spotykamy po latach w USA jako wybitnego architekta i malarkę, matkę
dorosłej córki i babcię dwóch wnuczek, która sama odbudowała swój dom w Kalifornii,
zniszczony po trzęsieniu ziemi. Mowa tu o Krystynie Eichler. Ona to właśnie
próbuje wrócić do Itaki niczym Odys po wojnie trojańskiej, co jednak okazało się
niemożliwe. Motywem przewodnim książki jest Odyseja, następująca po Iliadzie.
Tytuł "Śladami Odysei" przygotowuje nas na jakąś retrospekcję, część
pierwsza "żegnaj Itako" (poświęcona rodzicom i bratu) to rozstanie się
z arkadyjskim dzieciństwem, część druga "Wilno w mocy Hadesa" (dedykowana
nauczycielce muzyki z Wilna, wybitnej pianistce, Emmie Altberg) to litewska droga
polskich przesiedleńców, wreszcie część trzecia "Zapiski syberyjskie"
(poświęcona Witoldowi Giedroyciowi, kniaziowi z Mejszagoły, drogiemu towarzyszowi
syberyjskiej niedoli, zmarłemu w 1942 roku na pustynnym brzegu rzeki Amu-Daria
w wieku 12 lat) to młodzieńczy raport Krystyny i jej brata Janusza z życia i pracy
w sowieckim łagrze, pokrywający się z doświadczeniami Gustawa Herlinga-Grudzińskiego,
opisanymi w książce "Inny świat". Autorka nie wybiera dla siebie
roli Odysa, lecz Kasandry, trojańskiej królewny, której proroctwom i wizjom nikt
nie wierzył i na tym polegał jej tragizm. "Jak Kasandra znam przyszłość moich
protagonistów i jak ona widzę wszystkie Skyły i Charybdy, które na nich czyhają,
lecz oni mnie nie słyszą. Ja jedna widzę czarne i ciężkie chmury, które gromadzą
się nad moją słoneczną Itaką..." - wyznaje w ostatnim rozdziale pierwszej
części. O ile Odys do Itaki dotarł po dziesięciu latach, o tyle ani Krystyna,
ani jej bliscy do Polski nigdy już nie wrócili. Na okładce widnieje autoportret
Krystyny Eichler, utrzymany w ciepłych żółto-brązowo-białych kolorach, namalowany
farbami olejnymi na niewielkiej płycie masonitowej; patrzy z niego kobieta niezwykła,
o wszechwiedzących oczach wizjonerki i nieprzeciętnej sile wewnętrznej, o urodzie
jak z Baśni z tysiąca i jednej nocy. Perspektywę daje Autorce czas i odległość
od Itaki, którą jest oczywiście Polska. Po studiach architektonicznych w Bejrucie,
po kilkunastu latach spędzonych w Argentynie, po wieloletniej pracy architekta
zarówno w Buenos Aires, jak i w Los Angeles w USA (jej specjalnością stało się
budownictwo osiedli i wieżowców) wraca pamięcią do czasów sprzed II Wojny Światowej
i z okresu wojennego. Nim stała się zawodowym architektem, jej wrodzony zmysł
architektoniczny dawał o sobie znać w licznych rozsianych po książce uwagach na
temat konstrukcji i wyglądu różnych budynków, choćby oficerskiego Yacht Clubu
w Augustowie (17-letnia Krysia chwali jego umiarkowaną nowoczesność) czy prostej
i prawidłowej budowy śluz i spustów w kanałach nawadniających pola na Syberii;
dużo miejsca poświęca opłakanemu pod względem estetyki miasteczku Rubcowka: bezmyślne,
bezsensowne klecenie brył geometrycznych po prostu gorszy ją jako "profanacja
sztuki budowlanej". Wybór zawodu architekta podpowiedział pannie Krystynie
przypadkowy gość państwa Eichlerów w Augustowie, mianowicie pan Grochowski, warszawski
architekt. Po obejrzeniu rysunków maturzystki uznał on, że powinna iść na studia
architektoniczne. Krystyna Eichler z rozczuleniem zastanawia się, co by w życiu
robiła, gdyby pan Grochowski nie przyszedł wtedy do nich na kolację. Talentu
malarskiego nie zmarnowała, o czym przekonują nas nie tylko biograficzne informacje
o licznych wystawach malarskich, lecz przede wszystkim zamieszczone w książce
reprodukcje jej niepowtarzalnych surrealistycznych pejzaży i ciekawych portretów
(matki, siebie, brata). Obraz przedstawiający wkroczenie Armii Czerwonej do polskiego
miasteczka na Kresach Wschodnich w dniu 17 września 1939 roku (surrealistyczny,
ale niezwykle sugestywnie oddający wygląd sowieckiego wojska kroczącego z harmoszką
na przedzie) znajduje się również na okładce wspomnień Grażyny Jonkajtys-Luby
"...was na to zdieś priwiezli, sztob wy podochli" - Kazachstan 1940-1946.
Z książki Krystyny Eichler poznajemy przede wszystkim dzieje jej rodziny i po
mieczu (ojciec, Stefan Eichler, był zawodowym wojskowym, pełniącym przed wojną
funkcję starosty najpierw w Augustowie, potem w Stołpcach), i po kądzieli (matka,
Konstancja Skrzynecka, była prawnuczką z bocznej linii generała Jana Skrzyneckiego,
jednego z wodzów powstania listopadowego). Wydaje się, że najważniejszą osobą
w życiu Krysi był Tata, którego część wspomnień pisanych w Szkocji w 1946 roku
dodała do swojej "Odysei". Stefan Tomasz Eichler imponował córce swoją
postawą życiową, elegancją, urokiem światowca piszącego wiersze, a także wojskową
dyscypliną. Charakterystyczne były słowa, jakimi ojciec powitał ją 3 września
1939 roku, wracającą z Warszawy: "Ani mi się waż robić tu paniki! Ani słowa!".
Przy okazji iluż sławnych ludzi spotykamy po drodze, m.in. Piłsudskiego, Andersa,
Berlinga. Śmierć marszałka Piłsudskiego 12 maja 1935 roku pogrążyła w żałobie
całą rodzinę Eichlerów, którzy mieli wielki kult naczelnika. Pierwsze aresztowanie
spotkało Autorkę w Wilnie, kiedy w towarzystwie brata i koleżanki próbowała w
piątą rocznicę śmierci Józefa Piłsudskiego złożyć kwiaty na grobie jego matki
i jego serca. Trójka młodzieży polskiej, przeganianej grubiańsko przez policję
litewską, rzuciła odważnie fiołki na płytę nagrobną, za co brat został dotkliwie
pobity, a dziewczęta uwięzione. Młodziutka Krysia ma świadomość, że los Polski
i milionów ludzi został przypieczętowany zrazu przez Hitlera i Stalina paktem
Ribbentropp-Mołotow, a w Jałcie w 1945 roku przez Churchila, Roosvelta i Stalina;
zdjęcie tych trzech starych, zadowolonych z siebie purchaw zamyka książkę.
Mimo obrazów męczeńskich warunków życia i przymusowej pracy polskich przesiedleńców
książka nie jest ponura. Przeciwnie - ma w sobie dużo pogody i ogromnie dużo werwy,
która charakteryzowała Krystynę już od dzieciństwa. To młode stworzenie umiało
sobie radzić w trudnych i ryzykownych sytuacjach, co właściwie nie powinno nikogo
dziwić, bo gdy się ma 18 lat, gęste, kręcone włosy, odlotowy kapelusz i jasnobeżowy
płaszczyk, uszyty na wzór paryski przez niedoścignioną panią Malinowską, to można
załatwić nawet przedłużenie pobytu w Wilnie. Książkę Krystyny Eichler przeczytałam
jednym tchem, jest tak
zajmująca. [
powrót ] |