Strona glowna

Oficyna Wydawnicza
Kucharski
- Toruń

ul. Piękna 2
87-165 WIELKA NIESZAWKA
POLSKA
tel./fax (48 56) 678 72 93

e-mail: kucharski@oficynamjk.com.pl
www.oficynamjk.com.pl

Zapraszamy do współpracy
w tematach:
   biografistyka polonijna,
   emigracja,
   Polonia,
   polonika.



  
 

POLSKIE TROPY
autorstwa dr. Wojciecha A. Wierzewskiego
ISBN: 978-83-89376-68-8

O czym traktują

Polskie tropy w Ameryce ?

Polskie tropy w Ameryce to próba opisania polskiego doświadczenia w tym kraju na przestrzeni czterech wieków, od pojawienia się tutaj pierwszych polskich rzemieślników w Jamestown, w 1608 roku po dzień dzisiejszy. Czy jest to przedsięwzięcie realne, możliwe - i jak starałem się do niego podejść? Jest nas dziś, Polaków, ponad 10 milionów w Stanach Zjednoczonych i stanowimy przy tym barwną mozaikę pokoleniową. Wiedzą przecież wszyscy, że każde pokolenie albo lepiej, emigracyjna fala z Polski miała odmienny rodowód, inne ideowe sztandary i charakterystyczne cechy. A więc, jeśli tak trudno byłoby pokusić się o profil dzisiejszego Polaka w Ameryce, to tym bardziej, czy można to zrobić w odniesieniu do tak wielu nagromadzonych przez wspomniane 400 lat, historycznych warstw i epok?

Dlatego książka Polskie tropy w Ameryce nie próbowała pokusić się o całościową syntezę, jakiej nikomu dotąd nie udało się osiągnąć, natomiast oferuje barwny splot 40 wybranych ludzkich historii, dziejowych momentów, zapomnianych dziś postaci, ale także różnorakich aspektów "polskiej obecności w Ameryce". Interesowały mnie swoiście polskie przypadki w tej przeszłości, akcentujące odmienność zachowań przybyszy z tego "dalekiego kraju" na tle innych, dominujących grup emigranckich, które zbudowały obecne Stany Zjednoczone. Polacy nie byli nigdy ani najliczniejszą, ani najzamożniejszą emigracją na Nowy Ląd, pozostawali zawsze w tyle za Niemcami i Irlandczykami, Brytyjczykami czy Szkotami, Włochami czy Francuzami. Długo też nie zdołali zająć w tym społeczeństwie silnej, wpływowej pozycji. Okazali się natomiast na tyle inni, że pozostali swoistą "solą tej ziemi" za Oceanem.

Rzecz, którą przygotowałem przez lata, nie stanowi w żadnym razie polskiej księgi Guinessa, wyliczającej szybko a efektownie, co osiągnęli w różnych sferach i dziedzinach życia Ameryki przybysze znad Wisły. Na potęgę tego kraju i jego wszechstronny potencjał złożyły się w istocie wysiłki kilkudziesięciu wielomilionowych grup etnicznych oraz tysięcy nieprzeciętnych, wysoko motywowanych indywidualności, wśród których także, w wielu dziedzinach, znaleźli się również Polacy, ale ich aspiracją nie było nigdy bicie rekordów dla nich samych. Polacy dali się zapamiętać raczej za sprawą stylu, w jakim demonstrowali swoje zasługi i talenty, i właśnie to zainteresowało mnie w największym stopniu. Popatrzmy tylko na pierwszych rzemieślników w Jamestown, którzy przyjechali tu jako grupa dzielnych fachowców i ekspertów, wybranych przez Anglików dla ratowania ich upadającego w oczach eksperymentu.

Kpt. Smith, który dobrał ich do swej ekipy, nie szczędził słów uznania w swoich pamiętnikach. Polacy spełnili jego oczekiwania: byli praktyczni i fachowi, pokojowi i konstruktywni, stanowili dobrego ducha w grupie desperatów, tracącej morale. To oni wykopali po przyjeździe pierwszą studnię w kolonii, zbudowali warownię broniącą osadę przed Indianami. Uruchomili hutę szkła, zaczęli produkować smołę i dziegć niezbędne do opatrywania domostw i statków przed wyprawą przez Ocean. I jeszcze jeden znamienny rys: nie żywili uprzedzeń wobec tubylców, szukali pokojowego porozumienia i koegzystencji, a kiedy zmuszeni byli się bronić, zachowywali się zawsze po rycersku. Kiedy poszli na pierwszy strajk w dziejach tego kontynentu, to nie z wyrachowania czy chciwości, ale urażonej dumy. Domagali się tylko przyznania im takich samych praw, w tym wyborczych, na równi z pozostałymi. Tak ich zapamiętano w brytyjskiej kolonii i środowisku. Dziś warto to przypomnieć.

Nie inaczej bywało z późniejszymi osadnikami czy traperami, którzy ruszali w następnych stuleciach w głąb Nowej Ziemi. Historia Olbrachta Zborowskiego, który szukał wspólnego języka z Indianami i własnego syna zostawił w ich obozie, aby poznał on mentalność i obyczaje czerwonoskórych, cytowana jest po dziś dzień. Tak jak pamiętaną jest w Pensylwanii rodzina Sadowskich, której praszczur, Antoni utrwalił się jako sędzia pokoju i rozjemca w konfliktach z tubylcami. Jak słusznie zauważyli to przed nami historycy, ale co praktycznie do wielu z nas wciąż nie dotarło - polska obecność w tamtej epoce pionierskiej Ameryki zaowocowała w koneksjach rodzinnych i małżeństwach z wieloma słynnymi potem rodami Astorów, Morrisonów, Jay'ów czy Van Huttenów. Dlatego warto zapamiętać, że w żyłach tutejszej arystokracji płynie dziś cząstka tamtej, polskiej krwi...

Amerykanie nie zapomnieli też do dziś, że kiedy toczyli swoją wojnę o niepodległość, na przełomie XVIII i XIX stulecia, żarliwie wspierali ich Polacy, i to nie tylko szeregowi żołnierze. Dwóch generałów, Kościuszko, wówczas mistrz inżynierii militarnej, i Pułaski, twórca amerykańskiej kawalerii, dali znaczący, osobisty wkład w zwycięstwo, będąc pomocni w planach dyplomacji tego kraju, nawet kiedy zakończyła się rewolucja. Polscy politycy i mężowie stanu długo obracali się w Waszyngtonie, w kręgach rządowych po powstaniu listopadowym, a potem styczniowym, podobnie jak nie brakowało Polaków wśród oficerów i dowódców w trakcie krwawej, bratobójczej Wojny Secesyjnej, w drugiej połowie XIX wieku.

Ameryka przyciągała wszakże wielu polskich poetów i pisarzy, takich jak najpierw Węgierski czy Niemcewicz, potem Sienkiewicz i Modrzejewska, która stała się w tym kraju gwiazdą sceny o wyjątkowej popularności. Ile osób słyszało i poznało głośną karierę, jaką zrobiła tu Ganna Walska, której słynne ogrody znajdują się po dziś dzień w Santa Barbara w Kalifornii? A przecież galeria wybitnych Polaków - odkrywców, wynalazców i inżynierów, często wyznaczających wręcz nowe szlaki w swojej dziedzinie, jest niemała, zaś ich losy fascynujące. Przypominam pioniera walcowania cienkich stali, Tadeusza Sendzimira, który zrewolucjonizował cały przemyśl, a przecież był tu przed nim Kazimierz Funk, wynalazca witamin, Albert Michelson, mierzący prędkość światła, Alfred Korzybski pionier semantyki, światowej klasy matematyk Antoni Zygmund czy odkrywca bomby wodorowej, Stanisław Ulam. Każdy z nich czeka na swoją biografię. A iluż muzyków, śpiewaków i dyrygentów trafiło na Parnas sztuki w tym kraju, nie mówiąc o świecie literatury, teatru czy filmu? Mało kto wie, ile czasu i w jak niezwykłym charakterze spędził tu choćby maestro Ignacy Jan Paderewski, który znalazł w Kalifornii swój drugi dom...

Podkreślam, pisząc Polskie tropy w Ameryce , nie chodziło mi o szybkie wyliczenia i bilans osiągnięć tylu pokoleń utalentowanych ludzi z Polski, którzy szukali twórczego spełnienia w tym kraju. Chodziło raczej o uchwycenie stylu, w jakim zapisały się te wybrane jednostki, tak jak o tę wielką misję, jaką polscy emigranci przez stulecie starali się spełnić i zmaterializować. Chodziło oczywiście o polityczną pomoc wymazanej z mapy Europy Polsce, o przywrócenie jej niepodległości i historycznych granic. Ten piękny, wciąż nie do końca uznany w kraju rozdział, pisały tutaj organizacje patriotyczne i ich dzielni przywódcy, którzy mieli odwagę marzyć i stawiać cele, które dla wielu wydawały się całkowicie nierealne.

A jednak w Ameryce polityczna emigracja z Polski zapisała piękną kartę budując struktury Związku Narodowego Polskiego czy Związku Polek, zwołując w Waszyngtonie, przez I wojną światową Światowy Kongres Polonii i stawiając tam przed Białym Domem pomniki swoich bohaterów. Ta emigracja postawiła na swoim, powołując do życia Błękitną Armię i stając się największym sojusznikiem odrodzonej Polski, aż po rok 1939, a potem czyniąc wszystko by opuszczonej i oszukanej przez aliantów Ojczyźnie pomoc. Stworzony w roku 1944 przez wszystkie organizacje Kongres Polonii Amerykańskiej odegrał przez następne 50 lat wiekopomną rolę głosu broniącego na Zachodzie racji narodu polskiego, który znalazł się pod sowieckim jarzmem. Dlatego, nie bez powodu, Polska jest dziś w NATO i w Unii Europejskiej.

Książka Polskie tropy w Ameryce nie tyle zamyka, co właśnie otwiera wiele perspektyw na długie dzieje Polaków za Oceanem, aby ożywić przede wszystkim w kraju i wśród nowych pokoleń, zainteresowanie własną ich historią. Odzyskać w pełni zasłużoną dumę i respekt dla wysiłków ludzi, którzy emigrowali, wybrali trudne i pracowite życie, aby móc więcej zdziałać dla swoich rodzin i bliskich. Przywołuje ona całą galerię prawdziwie niezapomnianych postaci, które w bliższej i dalszej przeszłości stanowiły moralnych i politycznych liderów Polonii, dając posmak różnych biografii i życiowych dróg, jakie ludzi tych zawiodły do Ameryki, aby stamtąd mogły daleko skuteczniej i efektywnie pomagać swoim rodakom i nieść nadzieję na ich lepszą przyszłość.

Spotkanie na Placu św. Piotra, w dniu inauguracji pontyfikatu Jana Pawła II, znanego amerykańskiego politologa Zbigniewa Brzezińskiego z nowym Papieżem "z dalekiego kraju", o którym to w finale książki wspominam, ma w sobie coś zaiste symbolicznego. Jaką długą drogę przeszła zarówno sama Polska, jak i jej emigranci do Ameryki, aby w tamtym historycznym momencie móc mówić i porozumiewać się "w tym samym ojczystym języku", jak błyskotliwie uchwycił to główny doradca Prezydenta Stanów Zjednoczonych do spraw bezpieczeństwa. Koło historii zamknęło się w jakże wymownej chwili. Potwierdziła to cała późniejsza epoka, której doświadczyliśmy już na własnych oczach, nieprawdopodobna i przełomowa, a która przecież realnie po tym nastąpiła...

   [ powrót ]

    
© Studio Moria 2003
Strona główna   |     Książki w sprzedaży   |   Sieć sprzedaży   |   Instytut Biografistyki Polonijnej w Paryżu